2 lutego 2018

[Alone Like Death] 1.0

      Uchyliłam lekko powieki, słysząc uderzanie kropel deszczu o szybę. Wyprostowałam się i przejechałam wierzchem dłoni po znużonych powiekach. Musiałam zasnąć podczas nauki. Westchnęłam i postanowiłam ogarnąć książki na biurku, ale czułam jak coś mokrego ociera się o moją nogę. Spojrzałam w dół, gdzie szczeniaczek o czarnym ubarwieniu lizał mnie w okolicach kostki. Uśmiechnęłam się lekko, biorąc go na kolana i oddając mu trochę czasu na jego ukochane pieszczoty. Nie zdejmując go, zaczęłam robić porządek na biurku.
     Razem ze szczeniakiem udałam się do kuchni, gdzie postawiłam go na podłodze, po czym umyłam dłonie. Spojrzałam w jego ciemne oczka i westchnęłam z uśmiechem. Wyciągnęłam z lodówki jego jedzenie, które znajdowało się w zakupionej saszetce. Przygotowałam mu je na małym talerzyku, po czym wyciągnęłam makaron, sos i mięso. Najpierw zajęłam się makaronem, po czym przystąpiłam do przygotowania mięsa. Postawiłam na piecu patelnie, rozlałam na niej olej i włączyłam gaz. Skończyłam kroić mięso i jednym płynnym ruchem zrzuciłam je na rozgrzany olej. Zawsze nieświadomie robiłam zbyt więcej niż dla jednej osoby.
     Mieszkałam sama już dziewiąty miesiąc, z daleka od wszystkich i wszystkiego, co powodowało niechciane wspomnienia. Ciągle miałam napady płaczu, aczkolwiek nie sięgałam wtedy po alkohol czy papierosy. Miałam pewnego rodzaju szczęście, że Bóg obdarował mnie uczuleniem na wyroby tytoniowe. Każde jednorazowe zaciągnięcie się powodowało u mnie odruch wymiotny. Jednak nie wiem, czy powinnam mu dziękować, czy po prostu przeklinać, że nie mogę zapalić jak zwyczajny człowiek, przymknąć na chwilę powieki i odprężyć się. Jednak życie potoczyło się tak, że przestałam wierzyć w cokolwiek.
     Spojrzałam na makaron, który był już gotowy. Pozbyłam się zbędnej wody z garnka i odłożyłam go na desce obok płyty. Do mięsa dodałam sosu, po czym przykryłam patelnie pokrywką. Odwróciłam się w stronę małego szczeniaka, który siedział przed pustym talerzykiem. Zabrałam brudne naczynie i pogłaskałam go po główce, mówiąc „good boy". Schowałam talerzyk do zmywarki i wyłączyłam ostatni palnik, na którym stała patelnia. Po kilku minutach siedziałam już przed telewizorem i jadłam obiad, niezbyt skupiając się na taniej komedii.
     Posprzątałam po posiłku, odkładając resztę do lodówki. Kiedy się odwróciłam, przed oczami przebiegł mi czarny cień. Zdziwiona otworzyłam lekko usta. Moja wyobraźnia często płatała mi figle, ale nigdy tak wyraźnie. Mrugnęłam kilka razy i spojrzałam w kierunku drzwi balkonowych, które były otwarte. Byłam pewna, że nim zaczęłam się uczyć, zamknęłam w tym pomieszczeniu okno, jak i drzwi. Podeszłam do nich i odsunęłam firanę, spoglądając na szare miasto. Nie dostrzegłam nic nadzwyczajnego.
     Wszystko wyglądało jak zwyczajne miasto po burzy. Kątem oka dostrzegłam, jak doniczka z balkonu sąsiada zsuwa się z poręczy i spada na dół. Oberwanie taką doniczką z tej wysokości, groziło śmiercią natychmiastową. Odruchowo podbiegłam do barierki i spojrzałam w dół, gdzie przechodziło kilka osób. Uchyliłam usta, żeby krzyknąć, ale doniczka upadła dosłownie przed mężczyzną w garniturze. Wystraszony zrobił kilka kroków w tył i zaczął się rozglądać. Kiedy uniósł głowę w moim kierunku, wskazałam mu balkon sąsiada. Posłał mi lekki uśmiech i odetchnął. Z pewnością cieszył się, ze swojego szczęścia.
     Westchnęłam ciężko, po czym odwróciłam się, żeby wejść do mieszkania. Dopiero teraz spojrzałam na swoje skarpetki, które były całe mokre. Na balkonie zebrała się woda, a ja głupia nie założyłam trampek. Pokręciłam głową i stuknęłam się lekko w czoło.
     Do moich uszu dotarł pisk hamulców, huk i krzyk kobiety. Odwróciłam się gwałtownie, przez co straciłam równowagę i musiałam się złapać barierki, żeby nie przewrócić się na kafelki. Wyprostowałam się i spojrzałam w kierunku skrzyżowania, które było widać z mojego balkonu. Czwarte piętro miało swoje plusy, jak i minusy.
    Przerażona widokiem, otworzyłam usta, które po chwili zasłoniłam ręką. Na przejściu dla pieszych, mężczyzna, który chwile wcześniej posłał mi uśmiech, doznał bliskiego spotkania z rozpędzonym samochodem. Samochód uderzył w drzewo kawałek dalej. Po wyglądzie drzewa, można było stwierdzić, z jaką prędkością był prowadzony samochód. Na szczęście kierowcy, nie złamało się. Niestety mężczyzna w garniturze nie miał tyle szczęścia, ponieważ śmierć na miejscu jakby oczekiwana. Nikt nie przeżyłby takiego uderzenia.
     W oddali było słychać już syreny. Stwierdziłam, że nie będę się mieszać. Wróciłam do mieszkania, gdzie opierając się o kanapę, zdjęłam przemoczone skarpetki. Zamknęłam drzwi balkonowe i udałam się do łazienki. Wrzuciłam do pralki brudne ubrania i skarpetki, które miałam chwile temu na sobie. Włączyłam urządzenie i poszłam do pokoju, gdzie wyciągnęłam świeżą parę, które od razu znalazły się na moich stopach.
     Usłyszałam dźwięk powiadomienia, który docierał z komórki. Usiadłam na łóżku i wzięłam do ręki urządzenie. Zielona lampka sygnalizowała trzy opcje. SMS, Messager, Twitter. Odblokowałam go i spojrzałam na znaczek „Wiadomości", nad którym świeciło czerwone kółeczko z białą jedynką w środku. Weszłam w wybrany folder i dostrzegłam nieznany mi numer, który wysłał wiadomość wideo. Niepewnie włączyłam nagranie.
     Odrzuciłam przerażona telefon na poduszkę. Na ekranie ciągle odtwarzał się film z miejsca wypadku, jakby kamerzysta był zaledwie metr od ofiary i samochodu. Nie mogłam znieść widoku takiej ilości krwi, więc szybko usunęłam wiadomość wraz z nagraniem. Nie bałam się widoku krwi, ale taka scena była naprawdę przerażająca.
     Telefon zawibrował w mojej dłoni i wydał z siebie dźwięk. „EL wysłała ci wiadomość" – pojawił się napis w górze ekranu. Od razu weszłam w nią i odczytałam. Dziewczyna, którą poznałam na studiach i z którą bardzo dobrze się dogadywałam, mimo różnic, oświadczyła mi właśnie, że idziemy na podwójną randkę. Inaczej ujmując, chce mnie zeswatać z jakimś kolegą swojego chłopaka.
     — Niech jej będzie — mruknęłam.
     Wysłałam jej krótką wiadomość, po której otrzymałam miejsce i czas spotkania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Theme by Ally