Uchyliłam lekko
powieki, słysząc uderzanie kropel deszczu o szybę. Wyprostowałam się i
przejechałam wierzchem dłoni po znużonych powiekach. Musiałam zasnąć
podczas nauki. Westchnęłam i postanowiłam ogarnąć książki na biurku, ale
czułam jak coś mokrego ociera się o moją nogę. Spojrzałam w dół, gdzie
szczeniaczek o czarnym ubarwieniu lizał mnie w okolicach kostki.
Uśmiechnęłam się lekko, biorąc go na kolana i oddając mu trochę czasu na
jego ukochane pieszczoty. Nie zdejmując go, zaczęłam robić porządek na
biurku.
Razem ze
szczeniakiem udałam się do kuchni, gdzie postawiłam go na podłodze, po
czym umyłam dłonie. Spojrzałam w jego ciemne oczka i westchnęłam z
uśmiechem. Wyciągnęłam z lodówki jego jedzenie, które znajdowało się w
zakupionej saszetce. Przygotowałam mu je na małym talerzyku, po czym
wyciągnęłam makaron, sos i mięso. Najpierw zajęłam się makaronem, po
czym przystąpiłam do przygotowania mięsa. Postawiłam na piecu patelnie,
rozlałam na niej olej i włączyłam gaz. Skończyłam kroić mięso i jednym
płynnym ruchem zrzuciłam je na rozgrzany olej. Zawsze nieświadomie
robiłam zbyt więcej niż dla jednej osoby.
Mieszkałam sama już
dziewiąty miesiąc, z daleka od wszystkich i wszystkiego, co powodowało
niechciane wspomnienia. Ciągle miałam napady płaczu, aczkolwiek nie
sięgałam wtedy po alkohol czy papierosy. Miałam pewnego rodzaju
szczęście, że Bóg obdarował mnie uczuleniem na wyroby tytoniowe. Każde
jednorazowe zaciągnięcie się powodowało u mnie odruch wymiotny. Jednak
nie wiem, czy powinnam mu dziękować, czy po prostu przeklinać, że nie
mogę zapalić jak zwyczajny człowiek, przymknąć na chwilę powieki i
odprężyć się. Jednak życie potoczyło się tak, że przestałam wierzyć w
cokolwiek.
Spojrzałam na
makaron, który był już gotowy. Pozbyłam się zbędnej wody z garnka i
odłożyłam go na desce obok płyty. Do mięsa dodałam sosu, po czym
przykryłam patelnie pokrywką. Odwróciłam się w stronę małego szczeniaka,
który siedział przed pustym talerzykiem. Zabrałam brudne naczynie i
pogłaskałam go po główce, mówiąc „good boy". Schowałam
talerzyk do zmywarki i wyłączyłam ostatni palnik, na którym stała
patelnia. Po kilku minutach siedziałam już przed telewizorem i jadłam
obiad, niezbyt skupiając się na taniej komedii.
Posprzątałam po
posiłku, odkładając resztę do lodówki. Kiedy się odwróciłam, przed
oczami przebiegł mi czarny cień. Zdziwiona otworzyłam lekko usta. Moja
wyobraźnia często płatała mi figle, ale nigdy tak wyraźnie. Mrugnęłam
kilka razy i spojrzałam w kierunku drzwi balkonowych, które były
otwarte. Byłam pewna, że nim zaczęłam się uczyć, zamknęłam w tym
pomieszczeniu okno, jak i drzwi. Podeszłam do nich i odsunęłam firanę,
spoglądając na szare miasto. Nie dostrzegłam nic nadzwyczajnego.
Wszystko wyglądało
jak zwyczajne miasto po burzy. Kątem oka dostrzegłam, jak doniczka z
balkonu sąsiada zsuwa się z poręczy i spada na dół. Oberwanie taką
doniczką z tej wysokości, groziło śmiercią natychmiastową. Odruchowo
podbiegłam do barierki i spojrzałam w dół, gdzie przechodziło kilka
osób. Uchyliłam usta, żeby krzyknąć, ale doniczka upadła dosłownie przed
mężczyzną w garniturze. Wystraszony zrobił kilka kroków w tył i zaczął
się rozglądać. Kiedy uniósł głowę w moim kierunku, wskazałam mu balkon
sąsiada. Posłał mi lekki uśmiech i odetchnął. Z pewnością cieszył się,
ze swojego szczęścia.
Westchnęłam ciężko,
po czym odwróciłam się, żeby wejść do mieszkania. Dopiero teraz
spojrzałam na swoje skarpetki, które były całe mokre. Na balkonie
zebrała się woda, a ja głupia nie założyłam trampek. Pokręciłam głową i
stuknęłam się lekko w czoło.
Do moich uszu
dotarł pisk hamulców, huk i krzyk kobiety. Odwróciłam się gwałtownie,
przez co straciłam równowagę i musiałam się złapać barierki, żeby nie
przewrócić się na kafelki. Wyprostowałam się i spojrzałam w kierunku
skrzyżowania, które było widać z mojego balkonu. Czwarte piętro miało
swoje plusy, jak i minusy.
Przerażona widokiem,
otworzyłam usta, które po chwili zasłoniłam ręką. Na przejściu dla
pieszych, mężczyzna, który chwile wcześniej posłał mi uśmiech, doznał
bliskiego spotkania z rozpędzonym samochodem. Samochód uderzył w drzewo
kawałek dalej. Po wyglądzie drzewa, można było stwierdzić, z jaką
prędkością był prowadzony samochód. Na szczęście kierowcy, nie złamało
się. Niestety mężczyzna w garniturze nie miał tyle szczęścia, ponieważ
śmierć na miejscu jakby oczekiwana. Nikt nie przeżyłby takiego
uderzenia.
W oddali było
słychać już syreny. Stwierdziłam, że nie będę się mieszać. Wróciłam do
mieszkania, gdzie opierając się o kanapę, zdjęłam przemoczone skarpetki.
Zamknęłam drzwi balkonowe i udałam się do łazienki. Wrzuciłam do pralki
brudne ubrania i skarpetki, które miałam chwile temu na sobie.
Włączyłam urządzenie i poszłam do pokoju, gdzie wyciągnęłam świeżą parę,
które od razu znalazły się na moich stopach.
Usłyszałam dźwięk
powiadomienia, który docierał z komórki. Usiadłam na łóżku i wzięłam do
ręki urządzenie. Zielona lampka sygnalizowała trzy opcje. SMS, Messager,
Twitter. Odblokowałam go i spojrzałam na znaczek „Wiadomości", nad
którym świeciło czerwone kółeczko z białą jedynką w środku. Weszłam w
wybrany folder i dostrzegłam nieznany mi numer, który wysłał wiadomość
wideo. Niepewnie włączyłam nagranie.
Odrzuciłam
przerażona telefon na poduszkę. Na ekranie ciągle odtwarzał się film z
miejsca wypadku, jakby kamerzysta był zaledwie metr od ofiary i
samochodu. Nie mogłam znieść widoku takiej ilości krwi, więc szybko
usunęłam wiadomość wraz z nagraniem. Nie bałam się widoku krwi, ale taka
scena była naprawdę przerażająca.
Telefon zawibrował w
mojej dłoni i wydał z siebie dźwięk. „EL wysłała ci wiadomość" –
pojawił się napis w górze ekranu. Od razu weszłam w nią i odczytałam.
Dziewczyna, którą poznałam na studiach i z którą bardzo dobrze się
dogadywałam, mimo różnic, oświadczyła mi właśnie, że idziemy na podwójną
randkę. Inaczej ujmując, chce mnie zeswatać z jakimś kolegą swojego
chłopaka.
— Niech jej będzie — mruknęłam.
Wysłałam jej krótką wiadomość, po której otrzymałam miejsce i czas spotkania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz